Są miejsca, do których przychodzi się tylko do pracy. I są takie, które stają się częścią codzienności, przestrzenią rozwoju, relacji i wspólnego tworzenia. Czasem myślę, że szkoła jest trochę jak dom. Nie budynek, nie plan lekcji i nie dokumenty. Dom tworzą ludzie, relacje, codzienne rozmowy, śmiech na korytarzu, wspólne kawy między spotkaniami i momenty, w których ktoś czuje się po prostu zauważony.
Od blisko dwóch lat jestem częścią społeczności Perpetuum Mobile i coraz częściej łapię się na tym, że to miejsce bardzo mnie zmienia. Uczy mnie większej uważności, spokoju i zaufania do dzieci. Pokazuje, że edukacja może wyglądać inaczej — bardziej po ludzku.
Bardzo bliska jest mi edukacja niedyrektywna. Taka, w której dziecko nie musi ciągle dopasowywać się do sztywnej formy, ale może stopniowo odkrywać siebie, swoje tempo, emocje i mocne strony. Coraz mocniej wierzę, że dzieci nie potrzebują kolejnych osób, które będą nimi sterować. Potrzebują dorosłych, którzy będą obok. Którzy pomogą, kiedy trzeba, ale też pozwolą próbować, doświadczać i czasem popełniać błędy.
W ostatnim czasie za sprawą szkolenia i inspiracji Joli poznałam bliżej plan daltoński, w którym coraz bardziej odnajduję kierunek dla współczesnej edukacji. Chciałabym, żeby nasze dzieci dorastały z poczuciem sprawczości. Żeby umiały planować, współpracować, myśleć kreatywnie i brać odpowiedzialność za siebie.
Świat zmienia się tak szybko, że chyba ważniejsze od zapamiętywania wszystkiego jest dziś umiejętne szukanie rozwiązań, odwaga zadawania pytań i wiara we własne możliwości.
Najpiękniejsze w Perpetuum są jednak relacje. Ludzie, którzy tworzą tę społeczność, za których czuję wdzięczność każdego dnia. Nauczyciele z pasją, dzieci z niesamowitą wrażliwością i rodzice, którzy naprawdę chcą być częścią szkolnego życia.
Osobiście, spełniam się w roli vice dyrektorki, choć bliscy wiedzą, że mam też swoją bardziej „miękką” stronę. Lubię śpiewać — i chyba właśnie dlatego lekcje z Zosią są dla mnie czymś więcej niż tylko nauką muzyki. Są przypomnieniem, że jako dorośli też potrzebujemy przestrzeni na rozwój, radość i oddech.
Kocham podróże, koncerty, dobre filmy i chwile zwykłego chilloutu. Bardzo potrzebuję takich momentów zatrzymania, bo to one pomagają mi wracać do codzienności z nową energią. Uwielbiam również gotować — i pewnie niektórzy z Was mieli już okazję próbować moich kulinarnych eksperymentów i „przysmaków”, które czasem pojawiają się przy różnych szkolnych okazjach.
Im dłużej pracuję z naszymi dziećmi, tym bardziej wierzę, że edukacja nie zaczyna się od podstawy programowej. Zaczyna się od relacji. Od poczucia bezpieczeństwa. Od człowieka, który usiądzie obok i powie: „jesteś ważny”. Ale muszę sobie o tym wciąż przypominać i dobrze, że obok siebie mam Was, naszą szkolną społeczność.
I chyba właśnie dlatego tak dobrze jest mi być częścią tego miejsca.
autor: Monika Miechowiecka

